dla tych, którzy chcą wiedzieć co się u mnie dzieję w tym dzikim mieście Berlinie. A ja nie lubię się powtarzać
RSS
poniedziałek, 04 sierpnia 2008
Auf wieder sehen Berlin!

W piątek zaniosłam moją pracę zaliczaniową i zostawiłam ją w sekretariacie. Uff...

Wieczorem zaś poszłam z Sophią na filmy Tarkowskiego. Oczywiście udało mi się na nim zasnąć. A jak. Ale to na krótko z 2 minuty. 

W sobotę zorganizowaliśmy typisch berlinerisch brunch, na który składał się turecki chleb, humus, pasta z bakłażanów, melon oraz sałatka makaronowa. I nutella.

Tak sobie fruestuekowalismy do 3 po południu z Saphią, Sanne, jej chłopakiem Jonasem, Judytą i jej chłopakiem Timem.

Ok. 3 przyjechała moja mama.

Przyjechała, zjadła fruestueck i zabrałam ją na krótki spacer po Berlinie. Krótki spacer po Berlinie zaczął się od krótkiego shoppingu, kiedy to kupiłyśmy parę par butów :)

Wieczorem zabrałyśmy Sophię na kolację do naszej hinduskiej knajpy na Schoenebergu. 

W niedzielę się spakowałam, wyrzuciłam z milion śmieci, głównie gazet i ulotek, wpakowałam rzeczy do samochodu i pojechałam.

Tak oto po pół roku zostawiłam Berlin.

Na pewno będzie mi wiele rzeczy brakować.

Słodkiego zapachu zepsucia unoszącego się po ulicach.

Tureckich sklepów.

Jazdy na rowerze.

Metra, które w weekend kursuje non stop.

Powrotów nad ranem.

Niemieckiego- Tschuss, Hallo.

Galerii i miliona wernisaży.

Znajomych i poznanych nieznajomych.

Mojego pokoju i odgłosów z Hermannstrasse.

I pewnie jeszcze miliona rzeczy, których brak odkryję jak wrócę.

 

W tym miejscu:

Chciałam wszystkim odwiedzającym mojego bloga podziękować za uwagę.

PROJEKT "BERLIN" UWAŻAM ZA ZAKOŃCZONY.

Na razie.

Bo obecnie nie ma pojęcia na zawsze.  

 

10:26, matildapaulina
Link Komentarze (1) »
piątek, 01 sierpnia 2008
Gdzie mnie wczoraj rower poniósł

Wczoraj tak mnie rower poniósł, że wylądowałam na wystawie w Pergamonie na wystawie "Babilon. Prawda i mit".

Wystawa składała się z 2 części- "Prawda" i "Mit", co w sumie łatwo było przewidzieć.

Część "Prawda" był prawdziwa aż do bólu i w sumie nieszczególne. 

Za to "Mit"- oj, czego tam nie było. I Bob Marley i Zbigniew Libera i Cindy Sherman i Fischlie und Weiss a na dokładkę Boticelli. Na prawdę bardzo dobrze zrobiona i ciekawie dobrane prace.

Naprawdę polecam.

wystawa jest chyba do połowy października.

Wstęp- ulgowy 12 Euro.

 

Próbuję jeszcze rower sprzedać ale mi się to nie udaje :(

Trudno, jak widać Berlińczycy nie znają się na dobrym towarze.

Jakaś dziewczyna napisała mi: "Cześć. Chętnie kupię twój rower. Ale za 45 Euro (wystawiłam go w przypływie desperacji za 65 Euro). Zgadzasz sie?"

Odpisałam: "NEIN." Prędzej na nim do Polski przyjadę niż jakieś głupiej niemce sprzedam!

 

13:46, matildapaulina
Link Komentarze (2) »
czwartek, 31 lipca 2008
UWAGA UWAGA!!!!

Uwaga, uwaga!

Wczoraj skończyłam pisać OSTATNIĄ pracę zaliczeniową.

Tym samym skończyłam semestr. 

W Niemczech oczywiście, bo w Polsce nie wiem co im do głowy wpadnie.

Taram taram! Brawo dla tej pani!!!

W nagrodę pójdę sobie do muzeum. Do wyboru mam- Pergamon z wystawą o Babilonie, Gemaelde z Piombiem, Neue z Sugimoto (ale byłam an otwarciu, więc nie wiem czy chce mi się jeszcze raz iść) oraz Hamburger z czymś tam. 

Mhm... trudny wybór.

Zobaczymy gdzie mnie mój rower poniesie.

 

10:42, matildapaulina
Link Komentarze (1) »
środa, 30 lipca 2008
Do przodu!!

Zanim siądę do pisania, to na początku bloga aktualizuje tak żeby jakoś dzień zacząć.

Jestem już na 6 stronie mojej pracy, więc się bardzo cieszę. Mam nadzieję, że dzisiaj wreszcie ją skończę i w spokoju będę mogła zażywać... słońca???

Właśnie! Jakiego słońca??

Wstaję dzisiaj rano a tu zamiast promieni słonecznych to chmurzyska. Ale w radiu multi- culti, gdzie nawet audycja po polsku jest, podawali, że ma być max. 34 stopnie.

Jeszcze tylko deszczu zenitalnego brakuje i będę mogła z dzidą się na polowanie wybrać. Dżunglę to w pokoju już mam, nawet jakieś 2 kwiatki Sanny, kapelusz co prawda kowbojski, ale zawsze.

Wracam do Tiananmenu (nie pytajcie dlaczego! bo to długaaa historia).

 

09:19, matildapaulina
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 lipca 2008
A dzisiaj nowa niespodzianka

Jakby mało miejsca w pokoju miała to dzisiaj na dodatek wprowadziła się Sanne.

Sanne nie ma co prawda tylu rzeczy co Morritz, ale za to pakowała się nieskładnie i sama nie wie co gdzie ma.

Teraz jej pudła leżą w moim pokoju, także totalnie zostałam wciśnięta w kat a do mojego łóżka i biurka prowadzi mała ścierzynka.

Jeśli ktoś widział mój pokój przez wakacje, kiedy mieszkał w nim Wojtek to to coś w podobnym klimacie.

Tylko gnijących gruszek nie ma.

Tak więc siedzę sobie i piszę i wszystko mam w nosie.

Co prawda nie wiem jak się spakuję, ale trudno. Morritz w piątek chce wrócić do domu a Sanne w niedzielę leci na miesiąc do Genewy. Żal mi tylko biednej Sophii, która z tym wszystkim na wakacje zostanie. 

A! Byłyśmy dzisiaj z Sophią na basenie. Niestety na ten sam pomysł wpadło 90% mieszkańców Neukoelln i pływaniem to się tego raczej nazwać nie dało. Co najwyżej slalomem gigante "Uważaj-by-nie-dostać-w-głowę-od-jakiegoś-wieloryba". 

Ale mimo to było miło. 

 

20:39, matildapaulina
Link Komentarze (3) »
Na skraju załamania.

Jedną pracę oddałam, teraz czas na drugą.

Jak mi się nie chce!!!

Gorąco przeraźliwie w Berlinie, tak że nie chce się z chłodnego mieszkania wychodzić.

Wczoraj ze swoimi rzeczami wprowadził się Morritz, który ma mieszkać w moim pokoju.

Przywiózł całą ciężarówkę rzeczy, w tym pralkę, z 3 szafy trzydrzwiowe, telewizor i 2 stoły. 

Popatrzyłam na mój regało-szafo-wszystko w jednym i stwierdziłam, że nie ma to jak brak przywiązania.

 

Teraz to wszystko stoi porozstawiane po kątach. 

Wczoraj również zamknęłam konto bankowe. 

Niemieckie banki działają zupełnie na odwrót niż polskie.

W polskich- założenie konta 5 minut, zamknięcie- wieki 

W niemieckich- założenie trochę trwa, zamknięcie- 5 minut.

 

09:48, matildapaulina
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 lipca 2008
Analfabetka

Koniec tego!

Zaczynam się uczyć hiszpańskiego. Dlaczego?

Bo wczoraj na imprezie czułam się jak inwalida językowy. Wszyscy po hiszpańsku rozmawiali tylko ja nie. 

A ostatnio to coraz częściej mi się zdarza. 

Jakoś do włoskiego nie mam takiego szczęścia.

Tak więc postanowienie nowo semetralne- uczę się hiszpańskiego!!!

 

16:52, matildapaulina
Link Komentarze (5) »
sobota, 26 lipca 2008
Die Uebersetzung (niem. Tłumaczenie)

Wszyscy mają wakacje.

Niektórzy się obijają jako wolontariusze na Erze Nowe Horyzonty :P

Inni sobie wyjeżdżają na Mazury albo inne góry.

Nawet w Berlinie jakoś tak luźno się zrobiło. 

Tylko Paulina biedna sierotka jedyna siedzi i tłumaczy dzielnie. Pracę o architekturze poprzemysłowej Berlina.

Super, idealne zakończenie pobytu.

Ostatni weekend słońce świeci a mi świeci co najwyżej monitor po oczach.

Do tego koleżanka co mi miała pomóc stwierdziła, że jej przypływ dobroci nie jest na tyle duży, żeby mi pomóc i mam to sobie przemyśleć, bo w ogóle co ja sobie wyobrażam?????

Ale może to i lepiej. Zwiększy to tylko moje poczucie wartości, że sama własnymi siłami, bez niczyjej pomocy przetłumaczyłam 14 stron. Ha! A co! Paulina potrafi!

Oczywiście to nie koniec, bo potem Mrs. Shen Shoamin czeka. Ale uwaga uwaga!

Obejdzie się bez transhumana, bo galeria w Hong Kongu odpisała! Mieli już chyba skrzynkę zawaloną moimi wiadomościami i to dlatego. 

Będzie bonsai i Tianiamen :)

To wracam do pracy. 

 

17:38, matildapaulina
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 lipca 2008
I wyszedł transhuman z worka

Nie będę opisywać końca wczorajszego dnia. 

Było to samo pasmo porażek, niepowodzeń i przeciwności losu.

Ale ja się nie poddaję i dalej dzielnie walczę.

Galeria w Hong Kongu, w której jest wystawa o której mam napisać do tej pory się nie odezwała.

Super, jeszcze ponad tydzień a ja w proszku.

Do tego okazało się, że prace Shen Shoamina łączą się z transhumanizmen. A gdzie mnie dziadówce do transhumanizmu!!

Oj, zapowiada się wesoło.

 

19:41, matildapaulina
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lipca 2008
Niby Sommerferien

Niby wakację a pogoda beznadziejna- tylko zimno i pada, zimno i pada.

Oczy mnie już bolą od patrzenia w klawiaturę, a z palców powoli ścierają się linie papilarne. 

Mój plan dnia wygląda obecnie tak:

Pobudka, prysznic, śniadanie, biblioteka, pisanie, shen shaomin, postindustrielbau in berlin, joan jonas i inne galerie w berlinie.

Chodzę spać o jakiś chorych godzinach i to wcale nie z powodu imprez!!!

Do tego zrobiłam zakupy w Keiserze i przy kasie okazało się, że karta się nie wczytuję. 

Myślę sobie z przerażeniem- pewnie środków nie ma. Ale zaraz, it's impossible, bo prawie wcale pieniędzy nie wydaję! 

Musiałam zostawić rzeczy przy kasie i przerażona pobiegłam do mieszkania, żeby konto sprawdzić.

Uf... pieniądze są, więc o co cho???

No tak, złośliwa niemiecka karta płatnicza. Przez nią teraz moja lodówka głoduje a ja razem z nią.

 

A, idę sobię. Trochę świeżego powietrza zaczerpnąć.

 

20:11, matildapaulina
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12

Uhren